<title_newspaper=Sztandar Modych> 
<title_article=Kol. Denda znalaz drog na Studium Przygotowawcze> 
<author_1=Izabella Guranowska> 
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1951"> 
<month="1"> 
<date=1951-01-18> 
<period=d> 
<status=1_obieg> 
<support=paper> 
 Dopiero teraz widz  mwi kol. Bolesaw Denda ze wsi Chodywace, pow. Tomaszw Lubelski jak nieludzko, jak bezlitonie wyzyskiwa mnie kuak. 
Byway chwile, e i przedtem zdawaem sobie z tego spraw, ale nie miaem jeszcze odwagi powiedzie mu: Dosy tego. Ja chc y, jak wolny czowiek. Przecie mam prawo  nie? Chc si uczy i pracowa. Tak, pracowa. Tylko, e nie dla kieszeni wroga  wyzyskiwacza, a dla siebie samego i dla wszystkich innych, takich jak ja.
Ale znowu kiedy indziej to mi przychodziy do gowy takie rne myli:  A moe nie znajd innej pracy? Co ja wtedy zrobi? A co powiedz na to rodzice?
I tak nieraz, kiedy si buntowaem, mwili: Bolkowi ju si w gowie przewraca i przez niego dobrodziej moe nas wyrzuci z chaty. A gdzie wtedy pjdziemy? Zima niedaleko... 
W kocu sam ju me wiedziaem co mam robi.
Przecie tak ju byo od dawien dawna, e biedny i gupi chop pracowa na bogacza; rodzice tak, dziadkowie. A czy ja lepszy? Harowaem. Soce palio, w gardle zasychao, a zapaty nawet nie byo. Podatki nas gnbi  mawia gospodarz  ale na wyjazdy i hulanki w Lublinie starczyo mu pienidzy.
Przeczytaem kiedy gazet. Jako tam pisali o zupenie innym wiecie, jakby nie u nas. Jakby o tysice kilometrw, a to wszystko dziao si tu obok. Chopcy, tacy jak ja, chodz do szkoy, maj bursy, wczasy.
Zrozumiaem, e trzeba ucieka.
Szkoy  musz przyzna  porzdnie si baem. Niby ukoczyem te sze klas szkoy powszechnej, ale co to bya za nauka! Nie zawsze przecie miaem czas chodzi do szkoy. Pierwsze byy konie i krowy, potem dopiero szkoa. Kuak mwi: l tak jeste ciemny, i tak z ciebie nic nie wyronie I to mi zupenie ju odbierao wiar w siebie.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
